Breaking News
You are here: Home / SEO / Panda Update / Panda Update – co zrobiła w Niemczech? Jak się przygotować na Pandę w Polsce – w pytaniach i odpowiedziach.

Panda Update – co zrobiła w Niemczech? Jak się przygotować na Pandę w Polsce – w pytaniach i odpowiedziach.

Google sukcesywnie wprowadza upadate algorytmu w kolejnych obszarach językowych, po USA i UK w połowie sierpnia wprowadził go dla niemieckiego obszaru językowego. Jak w przypadku każdego update’u polepszyć się miała jakość wyników wyszukiwania i wyeliminowany spam z górnych pozycji SERPów. W Polsce Panda update oczekiwana jest z napięciem przez właścicieli wszystkich serwisów internetowych. Branża SEO również zastanawia się jak dopasować przyszłą strategie pozycjonowania do nowego algorytmu. Dla nich wszystkich jeszcze raz opis update’u w pytaniach i odpowiedziach:

Co to jest Panda update?

Kulisami update’u jest ofensywa Google, która ma poprawić jakość wyników wyszukiwania. Widać to było już przy update’cie algorytmu w maju 2010. Google ciągle głosi, że najważniejszy jest użytkownik. Oznacza to, że Google próbuje usunąć z wysokich pozycji wyszukiwania strony, które mają wysoki procent odrzuceń, mało interesujące treści i nie przedstawiają dla użytkownika żadnej lub prawie żadnej wartości. Już w 2010 Google głosiło, że pod uwagę będą brane sygnały pochodzące bezpośrednio od użytkowników. Panda Update to właśnie spełnienie tych zapowiedzi.

W jaki sposób Google odbiera sygnały od użytkowników?

Google dysponuje niesamowitą ilością danych. Przeglądarka Chrome, która ma już 10% udział w rynku, Google Toolbar i wiele innych narzędzi pomaga w zbieraniu tych  sygnałów. Każdy użytkowników pozostawia ślady swojej aktywności skrupulatnie zbierane przez Google, po to żeby poprawiać wyniki wyszukiwań.

Co jest tajemnicą Panda Update?

Tą tajemnica jest połączenie algorytmu z analizą zachowań użytkowników. Google posiada wydajny algorytm, który potrafi samodzielnie sie uczyć i jest karmiony olbrzymia ilością danych. Jest on również trenowany w wyselekcjonowanych dziedzinach przez pracowników Google. Firma posiada rozbudowany dział Search Quality, w skład którego wchodzą również tysiące tzw. rater’ów. Są to często studenci, pracujący z domu i odpowiadający na pytania rozbudowanych ankiet. Google Search Quality team opublikował ostatnio taki formularz na Webmaster Central Blog. Pytano na przykład: “Czy powierzyłbyś stronie X dane dotyczące stanu Twojego zdrowia?” albo “Czy powierzyłbyś serwisowi Y numer Twojej karty kredytowej?” Wszystkie w ten sposób zebrane informacje mają wpływ na zachowanie się algorytmu wyszukiwania.

Co konkretnie zawiera Panda update?

Nie ma oficjalnej listy parametrów update’u, ale można rozpoznać wyraźne korelacje. Średni czas przebywania na stronie jest jednym z ważniejszych czynników, również bounce rate ma wpływ. Jeżeli użytkownik po odwiedzeniu strony powraca do listy wyników wyszukiwania oznacza to dla Google, że nie znalazł na niej tego czego poszukiwał i sygnalizuje w ten sposób niska jakość tej strony. Znaczenie ma również ilość slotów reklamowych na stronie. Jeżeli na stronie są 4 bloki AdSense’u to i bounce rate jest spory.

Czy zwalczając nadmiar  reklamy Google nie walczy z samym sobą i swoim modelem biznesowym?

Rzeczywiście po części tak jest. Po jednej stronie są Account-Managerzy z Google-Adsense team, którzy doradzają swoim klientom umieszczanie bloków reklamowych i poprawianie CTRów a z drugiej strony mamy inżynierów, którzy pracują na poprawieniem indeksu. Analizy dokonywane po wprowadzeniu Panda 1 w USA i Panda 2 we wszystkich innych krajach anglojęzycznych pokazały, że strony, które przeładowane były reklamami zostały ukarane spadkiem. Oznacza to, że sprzedawcy i inżynierowie pracują przeciwko sobie. Powodem jest to, że Google w swojej istocie to firma technologiczna a nie handlowa. Sprzedawcy są konieczni, ale to nie oni kierują rozwojem Google.

Jaką rolę odgrywa content w Panda Update?

Google oczywiście bierze pod uwagę jakość contentu. Algorytm potrafi dość dobrze rozpoznawać czy na stronie znajdują się treści wartościowe czy wartości pozbawione, czy są napisane prostym językiem, czy mają charakter naukowy. Serwisy, które kupowały masowo tani content, jak na przykład amerykański eHow, zostały mocno dotknięte spadkami w konsekwencji wprowadzenia update’u Panda.

Jak oceniana jest jakość contentu? Trudno dokonać czego takiego za pomocą matematycznej formuły algorytmu….

Tylko pozornie. Jakość treści można mierzyć algorytmicznie. Nie wolno nigdy nie doceniać możliwości Google. Google potrafi wyodrębniać części zdań i porównywać je ze swoimi whitelists. Istnieje jeszcze pojęcie  „Near Duplicate Content“ – to sytuacje w których treści nie są zupełnie identyczne, ale odnoszą się do tej samej tematyki, tekst ma bardzo podobną strukturę, budowę.

Jak skuteczna okazała sie ofensywa Google dla poprawienia jakości wyników wyszukiwań?

Podobnie przecież jak w przypadku algorytmów szyfrujących istnieje tutaj ciągły wyścig zbrojeń między specjalistami SEO z jednej strony i Search Quality team Google? Czy rzeczywiście w USA i w Niemczech da się zauważyć skok jakościowy, czy to jedynie kolejna nieudana próba poprawy jakości wyników? Wyraźnie widać, że na znaczeniu zyskała marka serwisu. Prawdziwa marka i prawdziwe produkty tej marki. W wypadku takich marek jak na przykład Audi czy Tchibo czy H&M wprowadzone zostały powiększone sitelinki. Poprzednio były one raczej małe i nie wpadały w oko. Teraz są o wiele większe i wyraźniejsze. Ma to olbrzymi wpływ na przepływy trafficu. Poprzednio przy wyszukiwaniu słowa Audi widzieliśmy stronę główną serwisu Audi z kilkoma mini linkami i zaraz pod tym Wikipedię, strony afiliacyjne jak  Autoscout24, Mobile.de czy Meinauto. Teraz jeżeli szukamy Audi widzimy domenę marki i dwanaście linków wewnętrznych tego serwisu. Wszystkie inne wyniki przesunęły się w dół. Są badania, że niektóre serwisy straciły na rzecz marek  60% – 70%  całego trafficu. To jawna ofensywa przeciwko afiliantom optymalizującym swoje strony na słowa kluczowe marki. Afilianci optymalizują na brandy. Dlaczego tak robią? Bo w tym wypadku mogą liczyć na wysokie wskaźniki konwersji. Jeżeli jakiś afiliant optymalizuję na nazwę Esprit to może dzięki temu sporo zarobić. Ten traffic Google przesuwa teraz w stronę właścicieli brandu.

Mimo wszystko wielu użytkowników ciągle ma wrażenie, że Google nie najlepiej radzi sobie z oddzielaniem wartościowych stron od śmieciowych serwisów. Ciągle zdarzają się na czołowych miejscach w wynikach strony ewidentnie spamowe. Jak to się dzieje?

Nawet Google nie jest perfekcyjne. Możemy założyć, że w przyszłości czeka nas jeszcze wiele update’ów dotyczących jakości wyszukiwania. Istotne jest jednak także to jaka ilość wyszukiwań ma dany keyword. Keywordy rzadko wyszukiwane są poniżej zakresu radarów Google. Im bardziej poszukiwany keyword tym lepiej zoptymalizowane wyniki.

Co można już powiedzieć o skutkach update’u w Niemczech?

Do Niemiec Panda wkroczyła 12 sierpnia 2011 roku. Patrząc tylko na Niemcy z pewnością można powiedzieć, że straciły ruch liczne porównywarki cen, takie jak  ciao.de czy dooyoo – ich polskie odpowiedniki to ceneo czy skapiec.pl. Znowu inne porównywarki, takie jak Idealo czy billiger.de zyskały. Nie można zatem z przekonaniem stwierdzić, że porównywarki cen per se wszystkie zostały przez Pandę ukarane. Strony optymalizowane na nazwy brandów wszystkie straciły. Także serwisy oparte o user generated content jak gutefrage.de czy wer-weiss-was straciły (niemieckie samosie).

Dlaczego tracą takie serwisy jak Gutefrage czyli odpowiednik powiedzmy polskiego wieszjak.pl. Przecież to dobry content, często zawierający właśnie taką poradę jakiej użytkownik szukał?

Problemem jest to, że wielu ludzi stawia ciągle podobne pytania. Tworzy to zbiór Near Duplicate Content. Administratorzy mogą temu przeciwdziałać tylko w ograniczonym zakresie. Nie sądze, żeby Google miało coś przeciwko stronom takim jak wieszjak.pl. Nie wydaje się, że karanie takich stron jest najlepszym krokiem. Tam gdzie jakieś strony spadają w wynikach inne idą do góry. W wielu wypadkach zamiast takich serwisów na dobre miejsca mogą wskoczyć spamowa fora dyskusyjne co wcale nie wpłynie na poprawę jakości,

Czy straty są jednoznaczne czy są serwisy w których widoczne są sprzeczności?

W Long Tail Google poczyniło mniej zmian. Im dłuższy Keyword tym niższa ilość jego wyszukiwań i tym niższa presja rywalizacja i odwiedzalność stron. W związku z tym Google ma także mniej sygnałów od użytkowników. W short head strony ze słabym contentem mocno dostały po głowie w long tailu o wiele mniej.

Kto wygrywa na Panda update?

Klasyczne formaty redakcyjne wielkich niemieckich dzienników takie jak Welt.de czy sueddeutsche.de są wyraźnymi beneficjentami zmian. także dlatego, że Google chce pchnąć do góry treści za którymi kryje się prawdziwa praca i kwerenda. W Polsce również można oczekiwać, że największymi beneficjentami będą witryny dzienników i tygodników, za którymi stoją rozbudowane zespoły redakcyjne tworzące treści również do wydań papierowych. Wikipedia zyskiwała na wszystkich update’ach i tak jest również tym razem. Wiele zyskały także strony brandów o ile zawierały content.

Jak niemieckie firmy SEO radzą sobie z Pandą?

Trudno powiedzieć, że SEOwcy w NIemczech popadli w panikę, ale zasady gry z pewnością się zmieniły. dawno temu SEO było grą w której przy małej stawce można było wiele uzyskać. Teraz wygląda to już zupełnie inaczej. Panda ukarała wiele stron z afiliacjami, a trzeba pamiętać, że SEOwcy zarabiają pieniądze w swoich własnych projektach poprzez afiliacje i AdSense. Nie ma znanych SEOwców, również w Polsce, którzy zbudowali własny duży projekt ze znaną powszechnie marką. Dlaczego? Jeżeli chce się zbudować coś takiego potrzebny jest duży budżet marketingowy. Biorąc pieniądze z Venture Capital mozna zbudować cos wielkiego, z samego SEO niczego wielkiego zrobić się nie da.

Co więc zmienia Panda dla profesjonalnych SEOwców?

SEOwiec musi teraz myśleć jak product manager i zadawać sobie pytanie: czy to co robię jest podporządkowane wyłącznie botowi Google czy również i użytkownikowi? Jeżeli SEOwcy nadal chcą odnosić sukcesy muszą pamiętać, że teraz potrzebują prawdziwego produktu. Użytkownik musi wejść na stronę, na której rzeczywiście znajdzie to czego szukał. Wcześniej chodziło tylko o to, żeby poprowadzić go jak najszybciej na link afiliacyjny czy Google AdSense. Takie podejście teraz się skończyło. Posiadacze serwisów internetowych powinni skoncentrować się na produkcie i śledzić współczynniki odrzuceń, czasu przebywania na witrynie etc. Powinni wyjść do użytkownika. Zachęcać go do polecania serwisu na Facebooku, Twitterze. To także są sygnały dla Google.

 

 

Materiał opracowany na podstawie wypowiedzi właściciela firmy Searchmetrics Marcusa Tobera

About Tomasz Sadowski

Profesjonalny pasjonat content marketingu i oddany wielbiciel technologii Google. Przedstawiciel w Polsce światowego lidera produkcji contentu TEXTBROKER.COM
Scroll To Top